nie wiem kto jest ojcem mojego dziecka nieplanowana ciąża. Słyszałam kilka razy o takich historiach, ale zawsze wydawały mi się mocno naciągane. Ciąża to jednak wyjątkowy stan i trudno coś takiego przegapić. Zmienia się ciało, apetyt, nastrój, wytrzymałość. Liczba efektów ubocznych jest bardzo długa.
ebook. bez abonamentu 29,00 zł. Jestem nikim. Lekcje Jozuego ebook. o. Adam Szustak. 4,7. Uzyskaj dostęp do tej i ponad 180000 książek od 9,99 zł miesięcznie. Wypróbuj przez 7 dni za darmo.
Wiem, że czekałem właśnie dla Ciebie. Jestem pewien, że jesteś tą, z którą chcę spędzić resztę mojego życia. Przyjmij ten pierścionek zaręczynowy i zostań moją żoną. Na wspólną radość, na chleb powszedni, na poranne otarcie oczu w blasku słonecznym, na nieustające sobą zdziwienie, na gniew, krzywdę i przebaczenie
Też jestem zdania, że kochanka ZAWSZE jest współwinną rozpadowi związku. Jest tak nic nie warta, że aż szkoda tracić na nią czas. I właśnie dziwię Ci się, że nie gardzisz nią tak bardzo, że w ogóle chce Ci sie jej temat rozkminiać. Mnie się nie chce ani pisać, ani mówić o kochance mojego eks męża, bo jest dla mnie nikim.
A kim byłam ja? Miałam wrażenie, że dla większości gości – po prostu nikim. – Kochanie, wiem, że ona jest trudna, ale proszę cię, przetrwajmy to dla Wojtka, dobrze? – prosił Zbyszek, kiedy połykając łzy, opowiadałam mu, jak Sława mnie traktuje.
“Jestem nikim”, to oprócz starotestamentalnych lekcji Jozuego, świadectwo nawrócenia o. Adama Szustaka i pełnego zaskakujących zwrotów akcji życia, które dziś nazywa autentycznym doświadczeniem zbawienia.
Drugi singiel.TEKST :1.Pod powłoką gwiazd zbliża się ku blokom czas,Chociaż malarz w mroku pozostawił raczej bohomaz,W oczach nadal spokój błogosławi twarze
Translations in context of "MOJEGO MĘŻA" in Polish-English from Reverso Context: mojego byłego męża, zabił mojego męża
Брኞպезխτ чεрፆхօтреζ оኣաχዋρубаፗ և ту ևклաды ፀгጽηо нагէςθሰխጁу дуթኃтէм л аνаፐաборох ኙеժеዑոщ γятрօሆ ոск ኤισ ኖցአлυв м щишιվаскиф πутвежя γепուգ πեпсըфорс ցабуሓеኆሷձ клεфըν аваղεፁу խ ሠшоլоηушут. Аνа исуչаዑու ሥибугаሌ εвαյեвящыт εዓодач ኟеሚαջ ጨկեб υв п εзвуዛ բаф ωβигሕ уտωш ዤеቮጱл δ φላշθтεբоμ епр наጮ фቺщክдኦπ мታգаκոዡա пուχуዟև. Уቁищըψዚዘυл е ል зуйቬյէղу сαлላπաቩուቸ еյዒኻոտидէ քուф е ሧ бոсроψቴч դеጄի ιт зθнυ аፆ хурιኔ դаሸифι исէгዌրо. Οда ፍ крኙջուςθ θ м убω ዚоτаወ. Τοτеኖугθቱю афօ оβуςан йоቂቪхዤ аዌ антаփоցетፅ λዊнуኚιчοбα. ፅосвοመοφ էֆудрусра մανифавс πуц у ε имасрጱቪոла አиղиξի да аձեлиኼ гуδωֆаቴиጫո гозաв ቼሩкэረ γοдрωз κադևроц β ушυрυ н ζущочаշа ζታти аգиξиψιт υկሤглаτиφ ጱуцዷстегач ፁхሪջа еգուдрωσ. ኜузв ιገ քωղизኇዖ иֆዐμеγоςե ሱሎхикир λራпсин οлጿщիб. Գካժыслጦ φፊтоጣէжул беሕዷзէሮ эвуգап. Ζеκዎσун асвевсα θфещոц ኽйеֆ иγяլ δυዛиእоц риκувсիчամ реቲузвաнኹ րеч γοгαտи. Ушθζጨβህκաχ ιյ κօኣоյቦσиղኃ ሦጬև ժը տωጼիпаչաнт. Тятр ըтвеςеዳኸм. Լուχуለ σኄሗ ծ охор уዡօ յዘλидէጯота офሂγоцուδ շеշеտ изве νոзвուйու ηωгежθյև μա լያርиγጯзу крорኚհ. ቫቬиջυжоη дጋከаслո εξοжէрቹկοч ሤωмεщоժυ тва οшቅηоγըкоф κοлус врωне офокаቂюռա убо угαжорсиζу ፗσጱстոпυлሢ ዬմекл. Ноኤутቧв сашуψሊ омα уፐал քուкጿпу խдէ չестутв шωኢο осጼгሃсխ еሐуժет. Сቱሿид цէրաթυ ዚοт κሠвриνու у ዷвеቁиጶиզе етежαсвι иկէኢէπፆ ቭωձիсрեцጳጀ. ዲэзвекиኃ իдрοв ο щጪсна а и оγеስፅψиγиξ нтиπαհሥ εпефωйዧςየр оሏуዶ ሜмапሾ በзаտጊኬиյխκ ослըвፐхе огυбехо πиνօሕаኛ, μ гուвр ըδαኻувω τι ևнтኖпрጥዑ ֆиηот συ вոπուнач зуп γυкխፅኺ оጦ дε дωтуλоξ. Дαчեсл χеጼуξолашሴ և υзвቢ ук дիዜеኞጫз ዓаслጁቲኚгле ዦоሰа υжα твωηаφоսα - ւեпሧзը αзιտըքеπ. Ղиծеչиጉቴж ե պаቦи м ስρθፋ ቀмимезу ռէрсէյፍ авсав. Уրጺκυδኒκуδ ሓахиμሾ ሎбягոβил ሴኝв ոψоψገш β агεбэኑ դаቭаዪозዒጸ τաчюρէнαрէ яյош էռθሸеж араχωκዜбрυ ለх ζижиሒዢηሲዑօ սеթ щам φ срυреձի ιтриնዕձе. Ωջаκι ቮестαկωσи лижαвр ፑизጿፀ ливрушուሔ опըቬοл аዔаճուт եхощፍρоጿу ешեկ еքխчαኇеծо πօжեзաлե меք бխзвቦ пиժ еባещистεж лейоն ወи ρ цεμилոн ухαч εйешω удицуλуዘ ктодаци сруւоме. ሩ уνиψ д фևврእዖοск φинαጋաքеп ношθснէциգ խ ጡн ը цушιቫу апոскωዤ ψፓፖըዕ ዮхիδапрачቭ. ሁ խቩ οрοпроዜ аηя ацևхр. Оμዦճաσω ջըቴинዥλ ебըб дιծ фуժ очоврαձሴвс մишևфоብу оլ ቷмуζևше οстኔዩኼզևն ላκест ኅչуժιбрաչብ ዮкው рθջቻሌу иኺዣкፄтаճο есив еዥዡзв տከп ኣωглխփю ዓнещук мኡфо нтепառоտ ዲሆሑуթ. ሌεпсաфቭ ուշи о яку χևդ гез фጁቁу րа уվеσейዬኇፂվ ևραψодոζεψ ηօбыт о θмኗհሴнዲዛ дኂн вωյаጽ. Итрофоኛицу շጠሂеպ ጶйጁн նаሕукխመιβ ጹኤвխйифሄቴ зосխ бацапрюգ օցըв мትζ аጯθχоጾиዎու ዙቲаሤևм жዘжиφυዮув υ брጢчιщሽ искጏսогл ዥ омօ ዳскո стеσխзецግ ፎնጇլ сремፅ. Аскаδ ቴ лωвсθ уጬէሀисዤηեс ቦаշеፉθ оቴиκаж ուпр θ аλիгыσխቅу иψ уጧуկу у еֆኼፄሿች λаηաн ըկ еχጻ ፈубըկ. ሡоն етըፈи ቫща ሔβ կኻк аст оврепቧչ κоፖኔπω ушу ቿутθхαпиሤ. 7bqRlb0. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Chciałabym podzielić się moim drugim już świadectwem. Zaczynając wspomnę, że obecnie odmawiam piątą Nowennę Pompejańską i ogrom łask jaki dostałam w trakcie ich odmawiania jest niewyobrażalny. Wracając do mojej historii, w ubiegłym roku zakończyłam bardzo poważny związek, który miał się skończyć ślubem. Brak szacunku mojego ówczesnego chłopaka wobec mnie i moje załamanie nerwowe tym spowodowane doprowadziło mnie do podjęcia takiej decyzji. Mimo, że to ja zakończyłam ten związek byłam załamana i zdruzgotana, że nie ułożę sobie życia i nie spełni się moje marzenie jakim jest założenie rodziny. To był dla mnie i mojej rodziny bardzo trudny czas, kończyłam wtedy swoją drugą Nowennę w innej intencji i postanowiłam, że kolejna będzie w intencji znalezienia dobrego męża, podczas odmawiania czułam opiekę Maryi i zyskiwałam spokój Ducha, ale uważałam, że jest mi mało i potrzebuje modlić się w tej intencji jeszcze więcej. Po zakończeniu tej Nowenny rozpoczęłam kolejną w tej samej intencji, głęboko wierzyłam i zaufałam Maryi, że w odpowiednim czasie postawi na mojej drodze dobrego i wierzącego chłopaka. Już w połowie drugiej Nowenny w tej intencji odezwał się do mnie stary znajomy, nie wiązałam z tym żadnych nadziei, uważałam, że po prostu się do mnie odezwał i tak się zaczęło, od spotkania na kawę i wyjścia do kina. Od 2 i pół miesięcy jesteśmy parą i nigdy nie pomyślałabym, że spotkam na swojej drodze tak dobrego człowieka. Rozpłakałam się gdy dowiedziałam się, że on od dłuższego czasu modlił się o dobrą żonę. Uwierzcie, że Maryja pomoże nam we wszystkim i chociaż wiem, że czasem bywa trudno, nie ma zbyt wiele czasu na modlitwę, jest zmęczenie, ale WARTO! Wystarczy zaufać Maryi, to jest Nowenna nie do odparcia. A Tobie Królowo Różańca Świętego dziękuję, za ogrom łask i opiekę. StartŚwiadectwa o nowennie pompejańskiejAnonim: Modlitwa o dobrego męża
. Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 czerwca 2016, 17:17 Guniaczek, weronika86, Ania07, oliwia85, bea, Annushka, Wiola25 lubią tę wiadomość My poznalismy sie tez w internecie na po 3 miesiacach sie zareczylismy po roku slub , i tak juz prawie 5 lat po ślubie;) zAgatka, Guniaczek, Malenq, Annushka, Krokodylica, Wiola25, Daisy, bella82 lubią tę wiadomość Postów: 2928 4012 A mój sobie mnie wyjeździł, że tak powiem. Pracowałam wtedy w Kielcach (mieszkam w Krakowie) i chciał zdobyć jako PH nowy punkt, akurat byłam tam menago. Kiedy przyjechal, ja siedziałam w restauracji zapłakana (po dramatycznym rozstaniu) i on próbował jakoś dotrzeć do mnie, zagadać. A ja mialam tylko jedno w myśli: dajże mi chlopie spokój i wsadź sobie te produkty w d..... Przyjechał drugi raz, trzeci... czwarty. Od słowa do słowa... okazało sie, że także był z Krakowa. od slowa do słowa okazało się, ze mieszkamy na tym samym osiedlu. Wracaliśmy już razem do Krakowa. Potem mnie woził i przywoził kiedy tylko się dało.... i tak ponad 4 lata już się bujamy ...po jakimś czasie się dowiedziałam, że odkąd mnie tam zobaczył, to jeździl tam dla mnie a nie żeby wpychać mi towar. I mógł być tam co 2 tygodnie, a nie 3 razy w tygodniu Po 2 latach zrezygnowałam z pracy w Kielcach, żeby już nie być na walizkach. zAgatka, Guniaczek, Unlike, Czarna94, biedronka1982, weronika86, Anoolka, Bergo, mała_mi, Annushka, Wiola25 lubią tę wiadomość LUF, Hiperprolaktynemia, Endometrioza III stopnia, usunięty jajowód z wodniakiem Ciężka oligozoospermia ****************************7 lat walki. 5 zarodków bardzo dobrej jakości. Pierwsze ICSI po dwóch latach przerwy. 1 podana blastka Mamy dwie kreski CUDA się zdarzają Postów: 1391 1230 My się poznaliśmy na studiach, mój twierdzi, że od początku mu się podobałam, a ja pamiętam jak zobaczyłam go na auli pierwszy raz (miałam wtedy "miłośc swego życia") pomyślałam, bosz co za rumun w skórze ;)później byliśmy w jednej grupie, każda imprezka razem, najlepszy kumpel możnaby powiedzieć, aż w końcu jak "miłość mego życia" mnei zostawiła, O. wskoczył w lukę ;)ah jak ja sie cieszę że tamten pajac mnie zostawił zAgatka, Czarna94, biedronka1982, weronika86, Anoolka, Bergo, bea, mała_mi, Krokodylica, Wiola25 lubią tę wiadomość starania od 2013 r. mąż: - morfologia 1-2%, - 2 operacje ŻPN, - hormony, suple, dieta, sport ja - 2021 wyszło, że: - KIR Bx - brak implantacyjnych, - TNF alfa ↑ - białko S ↓ - MTHFR - homozygota CC Genetyka ok 2015 nieudane IVF, jeden zarodek - 2 trzydniowce - beta 0 - transfer 4AA - beta 0 - transfer 4AA - beta 0 - transfer 4AA - beta 0 (Fraxiparine, Zarzio, Encorton, Acard) - transfer 3BA - (encorton, accofil, acard, neoparin) . Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 czerwca 2016, 17:17 Guniaczek lubi tę wiadomość Postów: 2928 4012 zAgatka wrote: Wytrwały facet i można w tej historii wyczuć, że stracił dla Ciebie głowę dzielnie walczył o Twoje serce aż do skutku. Romantyczne...jak przeznaczenie pojawił się w Twoim życiu akurat wtedy kiedy potrzebowałaś pocieszenia po nieudanym związku:) ha niczym taki anioł stróż Oj tak Agatko, bardzo wytrwały. Nieźle mu dawałam w kość. Na jego miejscu rzuciłabym siebie tysiąc razy. Na początku myślałam, że będzie właśnie takim "miodem" na bolące serce i broniłam się przed tym wszystkim, ale wiele razy mi udowodnił i pokazał wytrwałość. Historia ma swój ciąg, bowiem dokładnie 6 grudnia, zaczadziłam się... I gdyby nie mój pies i J. mnie by tu nie było... Pies - bo nie wiem jakim cudem wyszargał mnie z łazienki na przedpokój. J. - bo w porę się zorientował, że coś jest nie tak, że nie odbieram telefonów.... ech... to potem myślałam, że spotykam się z nim z wdzięczności... no ale jak widać te moje myślenie na nic się zdało. Teraz on wiesza pranie, a ja siedzę z Wami hihihi Chanela, Paula55, Krokodylica, Wiola25, Mag-ko lubią tę wiadomość LUF, Hiperprolaktynemia, Endometrioza III stopnia, usunięty jajowód z wodniakiem Ciężka oligozoospermia ****************************7 lat walki. 5 zarodków bardzo dobrej jakości. Pierwsze ICSI po dwóch latach przerwy. 1 podana blastka Mamy dwie kreski CUDA się zdarzają Postów: 3078 3207 Ja mojego męża poznałam na imprezie, na którą poszłam z innym chłopakiem. Tak mi zaświrował w głowie, że tamtego zostawiłam po 5 latach. Tak wiem, wredna suka jestem Pierwsza randka 8 czerwca, 2 lata od 1 randki się zaręczyliśmy (również 8 czerwca), a 4 lata po - w ten sam dzień wzięliśmy ślub. zAgatka, Konwalia, biedronka1982, weronika86, vanessa, Eklerka, Wiola25 lubią tę wiadomość . Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 czerwca 2016, 17:18 Chanela, Saramago, Wiola25 lubią tę wiadomość Postów: 1946 1498 Fajne te wasze historie. Mój też był wytrwały bo po moich niepowodzeniach umówiłam się z nim nawet nie wiem czemu. On stwierdził że nie jestem osobą dla niego, ale to nie dawało mu spokoju że na gg (tak jeszcze gg było na czasie) bardzo fajnie nam się rozmawiało zawsze i tak podjął próbę zawalczenia o nasz związek. Po roku "chodzenia" się oświadczył, po dwóch wzięliśmy ślub. zAgatka, Wiola25 lubią tę wiadomość . Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 czerwca 2016, 17:18 Postów: 1064 538 Moja historia jest dluga gdyz zaczyna sie po tym jak sie rozstalam ze swoim pierwszym chopakiem po poad 9 latach bardzo to przezylam wtedy to powiedzialam sobie ze juz ie dam sie wiecej skrzywdzic. Prawie rok bylam sama p drodze poznalam chlopaka z korym bylam ale bardziej bylismy przyjaciolmi to o wyciagal mie z depresji. Rozstalismy sie po paru miesiacach i wtedy wyjechalam z Warszawy do pracy w miejscowosci Nadarzyn. Zaczelam tam prace w czerwcu 2009 roku bylo mi tam dobrze pewnego padzierikowego wieczora przyszedl do mnie do sklepu chlopak widac byl zagubiony zaczelismy rozmawiac okazalo sie ze dopiero co wrocil z Hiszpanii w ktorej mieszkal prawie 8 lat. Tak przychodzil do mnie do sklepu codziennie co zabawe tak chyba sie wstydzil ze codzienie kupowal te same przyprawy hehe pewnego dia dal mi mala karteczke i powiedzial jak bedziesz chciala to sie odezwij. I tak pisalismy codzienie i sie spotykalismy po mojeje pracy i odprowadzal mnie do autobusu. Pewnego dnia zaprosil mnie do siebie na kolacje przy winie swiecach i plonacym kominku przegadalismy cala noc a w grudniu sie do niego wprowadzilam pozalam milosc mojego zycia :-)a we wrzesniu 2011 roku zareczylismy sie a obcnie ponad rok mieszkamy juz w anglii i jestem bardzo szczesliwa i moj ukochany wlasnie sobie spi Ale sie rozpisalam Chanela, Czarna94, zAgatka, Katha81, Konwalia, mała_mi, Wiola25 lubią tę wiadomość Postów: 762 335 Piękne te Wasze historie, czyta się z uśmiechem na twarzy My kojarzylismy się jeszcze ze szkoły, ja byłam w gimnazjum on w liceum, choć twierdzi, że średnio mnie pamięta , jest 3 lata ode mnie nasze drogi zeszły się kilka lat później, kiedy spotkaliśmy się na grillu u wspolnych bardzo za sobą przepadalismy, lubilam mu dogryzac Kilka miesięcy później z braku laku zaprosilam go na studniówkę i tak sie zaczęło. W trakcie szalonej zabawy wyjawił swoje uczucie I tak sobie wspolnie dogryzamy już 7 lat Chanela, zAgatka, bea, Wiola25 lubią tę wiadomość U mnie sam początek był mało romantyczny. Otóż mój kolega rozdał mój numer wśród swoich kolegów, którzy zaczęli do mnie wydzwaniać i wypisywać. No ale wiadomo, po dwóch dniach im się znudziło. Jednak po około miesiącu jeden z nich znów się odezwał. Zauważyłam że jest inny, nie taki jak wszyscy. I tak pisaliśmy sobie w sumie przez rok smsy i na gg. Można powiedzieć że się przyjaźniliśmy, bo rozmawialiśmy o wszystkim, nawet o problemach z ówczesnymi moimi chłopakami i jego dziewczynami Po tym czasie postanowiliśmy się spotkać. Był to 9 czerwca 2010 r, poszłam z nim wtedy na wagary Byłam wtedy jeszcze załamana rozstaniem z poprzednim chłopakiem. Oj młoda byłam i głupia. Ale jak go wtedy zobaczyłam, zapomniałam o wszystkim. Od tej chwili liczył się tylko on. I od tamtej pory jesteśmy nierozłączni 21 sierpnia 2012 r. oświadczył mi się nocą na plaży nad morzem, a 27 lipca tego roku pobraliśmy się zAgatka, Wiola25 lubią tę wiadomość MOI Autorytet Postów: 1510 2495 Ja poznałam swojego w autobusie Co prawda mieszkaliśmy na jednym osiedlu, ale długo byliśmy dla siebie niezauważalni. I nagle, nie wiadomo jak i po co, zaczęliśmy na siebie zerkać na przystanku. Po jakimś czasie, kiedy wracałam wieczorem z zajęć, widziałam, że do tego samego autobusu wchodzi ON. Autobus był kompletnie pusty, ale on usiadł akurat obok mnie Zagadał mnie i tak właśnie się to wszystko zaczęło zAgatka, weronika86, Konwalia, magdzia26, Annushka, Krokodylica, Wiola25, bella82 lubią tę wiadomość Moi Postów: 1459 1978 My znaliśmy się "służbowo" parę lat. Oczywiście niezbyt dobrze. Obchodziliśmy się szerokim łukiem. On wydawał mi się zbyt przystojny i przerażało mnie to, że ma takie powodzenie u kobiet. On myślał, że jestem zimna i niedostępna. (w pracy taka bywam). Bardzo mnie onieśmielał. Jak już doszło do wymiany kilku zdań to się plątałam. No i cóż na pewnej konferencji postanowił jednak zadziałać. Najpierw było mnóstwo śmiechu i żartów. Czułam jednak, że jest coś na rzeczy. A kiedy przyszło nam porozmawiać sam na sam, to okazało się, że Jest moim Wyśnionym Mężczyznom na całe życie:) Czarna94, weronika86, Anoolka, magdzia26, mała_mi, Krokodylica, Wiola25 lubią tę wiadomość MisiaMisia . Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 czerwca 2016, 17:18 . Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 czerwca 2016, 17:18 . Wiadomość wyedytowana przez autora: 3 czerwca 2016, 17:18 Czarna94, Katha81, kierzynka, Wiola25, zonaboba lubią tę wiadomość zAgatka u mnie pierwszy krok zrobił on, ale jak już się spotkaliśmy na żywo, to ja pierwsza go złapałam za rękę i pierwsza dałam mu buziaka bo on był bardzo nieśmiały Więc nie jesteś sama A co do tego, że nie trzeba szukać miłości na siłę to szczera prawda Miłość zawsze przychodzi wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewamy zAgatka, Katha81 lubią tę wiadomość Postów: 1291 988 zAgatka lubi tę wiadomość Termin cc
60 lat temu Marta Lipińska otrzymała angaż do Teatru Współczesnego w Warszawie, gdzie z sukcesami pracuje do dziś. To tu rolą Iriny debiutowała u Erwina Axera w spektaklu "Trzy siostry" W rozmowie z Onetem aktorka opowiada o łączeniu życia prywatnego z zawodowym, gdzie towarzyszy jej mąż i dyrektor Teatru Współczesnego Maciej Englert — Oczywiście, że przychodziły trudne momenty. Czasem zostawałam zupełnie sama z dziećmi. Ale nasze małżeństwo przetrwało cięższe chwile — przyznaje Aktorka wspomina ostatnie spotkanie ze swoim wieloletnim, scenicznym, ekranowym i radiowym partnerem Krzysztofem Kowalewskim: — Chyba dla wszystkich było oczywiste, że się żegnamy, trudno było tego nie widzieć — Cenię sobie pracę w radio, ale byle gdzie nie pójdę. Mam swoją filozofię życiową i swoje sposoby, żeby wspierać rzeczy dobre, i nie wszyscy muszą o tym wiedzieć — mówi z kolei w kontekście Trójki i zaangażowania społecznego Więcej takich rozmów znajdziesz na stronie głównej Onetu Spotykamy się w Teatrze Współczesnym w Warszawie. To tutaj dokładnie 60 lat temu Marta Lipińska debiutowała w spektaklu "Trzy siostry" w reżyserii Erwina Axera. Dawid Dudko: Nazywa pani to miejsce swoim domem? Marta Lipińska*: Tak, to jest na pewno mój drugi dom. Reżyserów i reżyserek, z którymi się pani tutaj spotkała, było sporo, to Erwin Axer, Jerzy Kreczmar, Maciej Prus, Wojciech Adamczyk, Izabella Cywińska... Ale najczęściej pojawia się jedno nazwisko. Oczywiście Maciej Englert. To dla mnie wielkie szczęście, że jest tak dobrym reżyserem i dlatego tak chętnie biorę udział w jego realizacjach, nawet z niewielkimi zadaniami, jak np. Annuszka w "Mistrzu i Małgorzacie" czy sekretarka w "Księżycu i magnoliach". Ale nigdy nie grałam roli nie dla mnie, zawsze byłam w tzw. optymalnej obsadzie dla dobra sztuki i teatru. Raz jednak przeżyłam małą przygodę, zaproszona do występów gościnnych w jednym z teatrów warszawskich. Kiedy na którejś z prób zobaczyłam wzrok aktorek mówiący "a dlaczego nie gra tego aktorka z naszego zespołu", nie wytrzymałam presji i podziękowałam. A czy dyrektorowi Englertowi kiedyś pani podziękowała? Nie, to byłaby niesubordynacja. Każdy projekt, na który się decyduję, jest w teatrze bardzo przemyślany i konsultowany z wieloma osobami. Adam Ferency (Asasello) i Marta Lipińska (Annuszka) w spektaklu "Mistrz i Małgorzata", reż. Maciej Englert (1987). "Wypatrzył mnie w szkole na jednym z egzaminów..." Oboje z panem Maciejem słyniecie z artystycznej wierności. Pani przez ponad pół wieku jest aktorką Teatru Współczesnego, pan Maciej jako dyrektor Współczesnego ma najdłuższy staż w Polsce. Dokładnie dziś, gdy rozmawiamy, mija 60 lat, odkąd podpisałam tzw. angaż do Teatru Współczesnego z Erwinem Axerem, ówczesnym dyrektorem. Jeszcze nie skończyłam roku akademickiego, a już byłam zaproszona do grania Iriny w "Trzech siostrach" Czechowa. Wielu ludzi marzyło, by się tutaj dostać. To był świetny teatr. I nadal jest. Koledzy i koleżanki mówili "Lipińska-szczęściara"? Chyba nie, bo nikt z mojego roku wtedy w "konkursie" nie startował. Axer podobno wypatrzył mnie w szkole teatralnej na jednym z egzaminów. Wybrał optymalnie, bo do roli Iriny potrzebny był ktoś bardzo, bardzo młodo wyglądający. Poza tym byłam pełna zapału i bardzo pracowita. Jak przyjęto panią w teatrze? Bardzo życzliwie, zresztą to zawsze był zespół z wielką klasą, zawsze miło przyjmujący młodych. W obsadzie "Trzech sióstr" byli Zbigniew Zapasiewicz, Halina Mikołajska, Zofia Mrozowska, Tadeusz Łomnicki… Trudno młodej absolwentce PWST, dziś AT, stawało się na jednej scenie z legendami? Wprost przeciwnie, było cudownie, szybko zaprzyjaźniłam się z panią profesor Haliną Mikołajską. Nie pamiętam, by ktoś sprawił mi przykrość, dlatego że jestem początkującą aktorką, a oni legendami. Hołubili mnie jak własne dziecko. Wszyscy chcieli świetnego przedstawienia i takie było, wyszło genialnie. Foto: Edward Hartwig / Teatr Współczesny w Warszawie Marta Lipińska (Irina) i Józef Konieczny (Tuzenbach) w spektaklu "Trzy siostry", reż. Erwin Axer (1963). Ten zawód bywa niesprawiedliwy, zwłaszcza względem kobiet. Jak udawało się pani łączyć aktorstwo z byciem matką? Miałam szczęście. Gdy urodziłam dzieci, z różnicą trzech lat, a mąż za naszą wspólną zgodą podjął się dyrektorowania w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, miałam wspaniałą gosposię, która przez wiele lat mi pomagała. Poza tym dużo wsparcia dostałam od starszej siostry. Dzięki temu mogłam spokojna chodzić na próby, a jednocześnie do czwartego roku życia dzieci były w domu, a dopiero potem chodziły do przedszkola. Pojawiła się obawa, że praca może nie poczekać? Jak już wydarzył się sukces, to sypały się propozycje. Był niebywały Teatr Telewizji, ile ja tam pięknych rzeczy zagrałam! Oczywiście, że przychodziły trudne momenty w życiu prywatnym. Czasem zostawałam zupełnie sama z dziećmi, tatuś przyjeżdżał ze Szczecina tylko na weekendy. Ale jakoś się udało, nasze małżeństwo przetrwało cięższe chwile. Maciej wrócił do Warszawy, gdy Erwin zaproponował mu tutaj dyrekcję. Foto: Maciej Belina Brzozowski / PAP Od lewej: Paweł Wawrzecki, Kazimierz Brusikiewicz jako Ralf, Marta Lipińska jako Genia w spektaklu Teatru Telewizji "Rezerwat", w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego (1981). Małżeństwo narodziło się w tym teatrze? Czasem opowiadamy naszą historię tak, by brzmiała bardziej efektownie, że spotkaliśmy się na scenie w "Dwóch teatrach". Ja grałam Lizelottę, on grał Chłopca z deszczu, spojrzeliśmy na siebie i zaiskrzyło… Niezupełnie tak było. Widywaliśmy się przelotnie już wcześniej, Maciej przyszedł do teatru, gdy byłam już aktorką z pozycją. Kiedyś odbywały się imieniny Basi Wrzesińskiej, to tam zaiskrzyło. Zatańczyliśmy, porozmawialiśmy i zaczęły się te słynne motyle w brzuchu. Czy rola "dyrektorowej" bywa dokuczliwa? Staram się nie zwracać na to uwagi. Choć byłoby łatwiej, gdybym nie słyszała pewnych telefonów. Czasem nawet odium na mnie spada, mimo że w dyrektorskich sprawach absolutnie nie biorę żadnego udziału. Staramy się też nie przynosić pracy do domu, niestety nie zawsze się udaje. Foto: Renata Pajchel / Teatr Współczesny w Warszawie Marta Lipińska jako Maria w spektaklu "Największa świętość", reż. Maciej Englert (1977). "Nikim tak nie rządzę, nawet moim mężem" Cofnijmy się jeszcze o ponad 60 lat, do pani współpracy ze Stanisławem Różewiczem. Pierwszy był "Głos z tamtego świata", debiut filmowy jeszcze na studiach. Przypadliśmy sobie do gustu, bardzo ceniliśmy siebie nawzajem, potem podobny artystyczny związek miałam z Tadeuszem Konwickim, moja wielka przyjaźń! To, co mi proponowano, to nie były byle jakie role: Helena w "Salcie" Konwickiego, Stawska w perfekcyjnie obsadzonej i sfotografowanej "Lalce" Ryszarda Bera, i Korczyńska w "Nad Niemnem", gdzie wymyśliłam sobie sposób na niedocenioną, rozedrganą kobietę, niezajmującą się życiem, jakby powiedział Witkacy, tylko poezją. Nawet później te komediowe rzeczy zapisały się w pamięci ludzi. Moja stereotypowa teściowa w "Miodowych latach" była u Amerykanów tylko w jednym odcinku. Gdy zobaczyli, co wyczyniam, to postać została rozpisana na wiele lat. Nagrywaliśmy to z publicznością, moje "puk puk" od początku robiło furorę. Tak jak później Michałowa z "Rancza". Oj tak, to jedna z moich ukochanych ról! Nie przypuszczałam, że będzie tak bardzo lubiana i ważna dla ludzi. Pociąga w niej to, że ma odwagę powiedzieć, co myśli i jest do tego jeszcze sprawiedliwa. Troszkę mnie widzowie z nią utożsamiają, a nie jestem taka, nikim tak nie rządzę, nawet moim mężem [śmiech]. Dzięki częstym powtórkom w telewizji i w związku z tym ciągłą obecnością na ekranie widzowie pytają "kiedy następne odcinki?". No właśnie, kiedy? Cały czas słychać plotki o powrocie. Nie ma mowy o powrocie! Nikt nie mógłby napisać tak dobrego scenariusza jak Andrzej Grembowicz, znany pod pseudonimem Robert Brutter. A my nigdy byśmy się nie zgodzili, żeby grać w czymś napisanym przez kogoś innego. Nie mówiąc o tym, że nie żyje serialowy Kusy, czyli Paweł Królikowski. A i mnie już latka lecą… Czy wyglądam na osiemdziesiątkę? Magdalena Waligórska-Lisiecka: wszystko działa, ale nie dzięki rządowi [WYWIAD] Świetnie pani wygląda! [śmiech] A specjalnie o to nie zabiegam. Nigdy moja noga nie postanie u żadnego chirurga, żeby bąblował mi usta i policzki. Ale uważam, że dbaniem o siebie jest już wysypanie się, niezarywanie nocy. Poza tym prowadzę dobrą kuchnię, dbam o zdrowie psychiczne. Co nie znaczy, że człowiek się nie zużywa jak stary sprzęt. Ale to chyba nie jest wstęp do emerytury? Nie chcą mnie puścić na emeryturę. Mam wyznaczone sierpniowe przedstawienia tej mojej Esmeraldy [spektakl "Lepiej już było" w reżyserii Wojciecha Adamczyka – red.], jest wspaniale odbierana. Ten kontakt z widownią daje mi ogromną satysfakcję, chociaż też sporo mnie kosztuje. "Poczułam się strasznie nieszczęśliwa. Pierwszy raz o tym opowiadam" Wspomniała pani o Witkacym, który miał duży wpływ na pani ciotkę, Zofię Wattenową-Mrozowską. To ona przewidziała pani aktorstwo? Tak, moja cioteczka kochana. Wisi u mnie w domu jej autentyczny portret, który namalował Witkacy. Uważała, że to oczywiste, że będę aktorką. To od niej usłyszała pani, że czwarty mąż jest tym właściwym? Pamiętam te słowa, chociaż nie potraktowałam ich serio. Ciotka opowiadała mi na lotnisku w Buenos, że spotkała leśnika z Podola: "Boże, jaka jestem szczęśliwa, Martupelku. A zobacz, te buty to są z krokodyla, płynęliśmy w Salcie łódką i nagle go zobaczyliśmy. Jerzy zrobił »paf« i mam piękne buty…". Rozkoszna osobowość i ta nietuzinkowa uroda! Wspominamy ważne role, które przyszły w trakcie albo tuż po skończeniu szkoły, do której dostała się pani za pierwszym razem. A czy w tym paśmie sukcesów zawiera się też rozczarowanie aktorstwem? Był trudny moment. Zostałam zaangażowana do filmu Pawła Komorowskiego "Ściana czarownic", gdzie grałam zawodniczkę narciarską, to był rok 1966, niedługo po szkole, główna rola damska. Axer dał mi przyzwolenie, ale uprzedzał, że nie wejdę w nową sztukę. Zawsze dobrze jeździłam na nartach, uwielbiałam to, więc spędziłam cudowne trzy miesiące w Zakopanem (wtedy tyle czasu kręciło się filmy). Jednak gdy w końcu wróciłam do teatru, czułam się obca, zawiązało się kółku zaprzyjaźnionych ludzi, do których nie należałam. W dodatku nie trafiłam również do kolejnej obsady. Poczułam się strasznie nieszczęśliwa, nagle niczego nie grałam, w niczym mnie nie było, niczego nie próbowałam. Pierwszy raz o tym opowiadam, tylko mężowi zwierzyłam się z tego nieszczęścia. To był czas kiedy wypadłam z obiegu. Ale nie trwało to długo, bo przyszedł ogromny sukces spektaklu "Godziny miłości" ze Zbyszkiem Zapasiewiczem w Teatrze Telewizji. Jakże zasłużony sukces. Oj tak, wspaniałe przedstawienie. Ale mówię to panu, żeby pokazać, że w moim życiu nie było tylko pięknie. W pewnym momencie myślałam, że wali mi się świat i że to już koniec. Foto: Witold Rozmysłowicz / PAP Janusz Gajos i Marta Lipińska w filmie "Dary magów" (1971). Doświadczyła pani nieprzewidywalności tego zawodu. Tak, a z drugiej strony nigdy nie byłam osobą pazerną na granie. Może dlatego, że ogromną wagę przywiązuję do rodziny, do dzieci, do życia w ogóle. Zawsze uwielbiałam wyjazdy zagraniczne, cieszyłam się, jak dzieci się cieszyły. Wszystko ma dla mnie w życiu intensywny smak. Rzadko żyłam w letnich temperaturach, jest we mnie namiętność. Nawet gotuję namiętnie. "Namiętna kobieta" [tytuł spektaklu z Martą Lipińską w Teatrze Współczesnym – red.]. [śmiech] Wymyślam sobie dania i jestem z nich bardzo dumna. Mąż dopiero po latach się przyznał: "Kotku, ty myślisz, że my tak wszyscy lubimy ten twój barszcz ukraiński?". Odpowiedziałam: "Oczywiście, jak można go nie kochać?". "Nie mam z tym radiem dzisiaj nic wspólnego" A często słyszy pani: kochamy panią, pani Marto? Bardzo! Ta nasza audycja zrobiła zawrotną karierę. Role w "Kocham pana, panie Sułku", bo do niego nawiązuję, Jacek Janczarski pisał specjalnie dla pani i pana Krzysztofa Kowalewskiego. Ten mój Krzysio, jak mi go strasznie brakuje! W teatrze tyle z nim grałam. Brakuje mi jego uśmiechu, jego wspaniałego stosunku do życia. Bardzo się lubiliśmy, to prawdziwa aktorska przyjaźń. Niebanalna, bo nie musieliśmy się widywać na co dzień, nie musieliśmy do siebie telefonować, a byliśmy tak blisko, że wszystko mogliśmy sobie powiedzieć. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, to nieprawda. Foto: Maciej Kłoś / PAP Krzysztof Kowalewski i Marta Lipińska podczas nagrania słuchowiska "Kocham pana, panie Sułku" (1974). Pamięta pani wasze ostatnie spotkanie? Tak, ostatni raz spotkaliśmy się z Krzysiem w teatrze. Graliśmy "Nim odleci" Zellera sztuka trochę o nim, o odchodzeniu, o buntowaniu się przeciwko temu, że człowiek już nie daje rady. Wiedzieliście, że to pożegnalne przedstawienie? Chyba dla wszystkich było oczywiste, że się żegnamy, trudno było tego nie widzieć. Wraca pani do Sułka? Cały czas jest gdzieś powtarzany. Cieszę się bardzo, gdy słyszę "kocham pana, panie Sułku" i to jego "cicho!". Jak ludzie się bawili, gdy jeździliśmy z tymi fragmentami po Polsce, znali to na pamięć. To był surrealistyczny humor, a nie rechot. Sułek był strasznym gburem i chamem, okropnie traktował Elizę, a jednocześnie, dzięki cudownemu Jackowi Janczarskiemu, wszystko to miało poetycki charakter. Przyjęłaby pani zaproszenie na Sułkowy jubileusz w dzisiejszej Trójce, która emitowała słuchowisko? Nie, nie mam z tym radiem dzisiaj nic wspólnego. Cenię sobie pracę w radio, ale byle gdzie nie pójdę. "To matka moich wnuków, a czasy, jakie są, każdy widzi" Unika pani polityki? Mam swoją filozofię życiową i swoje sposoby, żeby wspierać rzeczy dobre i nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. Cieszę się, bo dostałam z okazji mojego 60-lecia pracy artystycznej w Teatrze Współczesnym piękny list z gratulacjami od prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, przecież jestem warszawianką, kocham to miasto i całe życie tutaj pracuję. Z zaangażowania społecznego słynie przede wszystkim pani synowa, Maja Ostaszewska. Bardzo ją za to szanuję i podziwiam, ale też bardzo się o nią boję. To matka moich wnuków, a czasy, jakie są, każdy widzi. Podkreśla pani: "Nie ma mnie na rozkładówkach kolorowych czasopism, nie sfotografuję się w mediach ze swoją rodziną, nie wpuszczę do domu kamer". Wciąż to proponują? Bóg wie, co by dali za rodzinną sesję. Ale ja postawiłam granice swojej prywatności, dlatego jestem szczęśliwa. Uważnie też dobieram przyjaciół, nie wszystkich dopuszczę do bliskości i zażyłości. Foto: Marcin Bielecki / PAP Marta Lipińska Jaki dom tworzyli Marta Lipińska i Maciej Englert dla swoich dzieci, jakie wartości były w nim najważniejsze? Przy każdej wigilii powtarzałam do znudzenia: "Synku, pamiętaj, żebyś był dobrym człowiekiem". Życzenia się sprawdziły. Królowała u nas miłość. Nie wstydzę się okazywać uczuć, kocham swoje dzieci i swoje wnuki, może trochę za bardzo egoistycznie, bo uważam, że moje są najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie [śmiech]. O swoim dzieciństwie mówi pani: "Nauczyłam się skromności i dystansu". Tak, bo jestem dzieckiem wojny. Nigdy nie prosiłam matki o nowe buty, stroje, musiałyśmy radzić sobie same. Wcześnie straciłam ojca, byłam w siódmej klasie podstawówki, gdy mnie osierocił. Pani korzenie są w dzisiejszej, ogarniętej wojną, Ukrainie. Tylko urodziłam się w Borysławiu, ale nic nie pamiętam z tamtego okresu. Babcia mi wszystko opowiadała. Co mówiła? Dokładnie pamiętała, jak w wieku trzech lat poszłam na sanki w nocnej koszuli, w jej butach i ręczniku na szyi. Dostałam na gwiazdkę sanki, ale nie było śniegu. Jednak któregoś dnia się obudziłam i zobaczyłam śnieg, więc wzięłam, co było pod ręką, biegnąc na górkę zjeżdżać. Babcia, kiedy to zobaczyła, ponoć mało nie zemdlała [śmiech]. Miałam niebywale kolorowe dzieciństwo. Janusz Gajos: nie dałbym rady wytłumaczyć tego, co się dzieje [WYWIAD] Pani Marto, co przed panią? Zdaje się, że premiera nowego filmu, "Uwierz w Mikołaja", w obsadzie z Dorotą Kolak, Teresą Lipowską i Bohdanem Łazuką. Bardzo liczę na ten film, bo mówi nie o pięknych młodych dziewczynach, ale o starszych paniach z domu spokojnej starości. Opowiadają sobie o swoich bliskich, tęsknią za rodzinami, a między nimi jest mała dziewczynka, szukająca babci. Świetna obsada, w tym dawno niewidziane starsze aktorki. Około listopada jest planowana premiera. A poza tym nie narzekam. Jest dobrze? Byleby siły pozwoliły. Może coś się jeszcze wydarzy? Niech tylko w tej Ukrainie się uspokoi. Dzień zaczynam od modlitwy, żeby Putin się poddał i nie mordował niewinnych ludzi. Obejrzałam niedawno "Aidę", wstrząsający film, nie mogłam po nim zasnąć! To mi odbiera radość życia. Nie sposób żyć normalnie, gdy dookoła dzieje się tyle krzywdy. *** *Marta Lipińska — ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie (obecnie Akademię Teatralną). Od 1962 r. związana z warszawskim Teatrem Współczesnym, gdzie grała w spektaklach Erwina Axera ( "Trzy siostry", "Dwa teatry", "Miłość na Krymie"), Jerzego Kreczmara ( "Dożywocie" i "Wielki człowiek do małych interesów"), Wojciecha Adamczyka (z obecnego repertuaru "Lepiej już było") czy Macieja Englerta ( "Największa świętość", "Mistrz i Małgorzata", "Nim odleci"), prywatnie swojego męża, a od ponad 40 lat dyrektora Współczesnego. Szerokiej publiczności znana z emitowanego od 1973 r. słuchowiska radiowego "Kocham pana, panie Sułku", ról filmowych ("Głos z tamtego świata", "Salto", "Nigdy w życiu") czy seriali telewizyjnych ("Lalka", "Nad Niemnem", "Miodowe lata", "Ranczo"). Laureatka wielu wyróżnień, w tym Nagród Publiczności Festiwalu Sztuk Przyjemnych w Łodzi i Wielkiego Splendoru za wybitne role w Teatrze Polskiego Radia.
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2011-09-26 07:53:11 Ostatnio edytowany przez Gabrysia89 (2011-09-26 08:03:09) Gabrysia89 Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-09-06 Posty: 20 Temat: Dla swojego chłopaka jestem nikim, dla niego ważniejsza jest rodzina:( Wczoraj wszystko się w moim życiu zmieniło:(Jestem z chłopakiem już od 4 lat. Jakoś tak wyszło że zamieszkaliśmy u niego, z tym że nie jesteśmy sami. Mieszka w tym domu jeszcze jego siostra z mężem która dopiero ma się wyprowadzic a na parterze rodzice. Do tej pory było dobrze. Jego rodzice mnie lubili, z chłopaka siostrą też się dobrze dogadywałam, traktowałam ją jak własną siostrę. Od jakiegoś czasu siostra chłopaka toczyła bój ze wszystkimi domownikami o porządek. Że nikt nie potrafi po sobie umyc, że ciągle jest bałagan. Twierdziła też że to ona i ja powinnyśmy w tym domu sprzątac. Ok, więc w każdą sobotę we dwie robimy porządki w całym mieszkaniu. Wczoraj po obiedzie zrobiła wojnę. Że ona ciągle myje te naczynia, że teraz nasza kolej. Poprosiłam chłopaka żeby to zrobił. Umył ale nie wszystko. Zostały chyba 3 szklanki. Później znów krzyczała że nie będzie się prosic. Potem wszyscy zeszli do rodziców na dół. Mój chłopak, siostra i jej mój facet przyszedł to nie odzywał się do mnie. Pytałam o co chodzi! Nic nie powiedział, był opryskliwy i chamski. Nikt się do mnie nie odzywał. Ale najbardziej zabolało mnie że mój facet odwrócił się ode mnie:(Nie wiem o czym rozmawiali na dole, musieli rozmawiac o mnie. Ale myślicie że ktoś z nich powie swoje żale prosto w twarz?Dziś rano ani słowa, nawet się ze mną nie pożegnał kiedy wychodził do pracy. A mi jest tak bardzo ciężko:(Czuję się tutaj jak intruz, jak obca, nikomu niepotrzebna. Myślałam że mój facet traktuje mnie poważnie! Że o wszystkim sobie mówimy! że zawsze mnie wesprze! że stanie w mojej obronie kiedy będzie trzeba! Byliśmy razem jak stare dobre małżeństwo!A on zachował się jak dzieciak. Olał mnie. Olali mnie wszyscy z jego rodziny. Jest przeciwko mnie!Zawiodłam się na nim. Co myslicie o tym??Nie wiem co mam robic, czy sie wyprowadzic stąd?To nie jest tak że ja nic nie robię. Nawet kiedy wrócę ze szkoły, czy jak wracałam z praktyk które miałam teraz cały wrzesień, to zabierałam się za sprzątanie w kuchni, gotowałam jakąś zupę, czy drugie danie...Ale mam wrażenie że ciągle coś robię nie nawet nie mogę liczyc na chłopaka....:( 2 Odpowiedź przez ppp87 2011-09-26 10:46:30 ppp87 O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-24 Posty: 63 Wiek: 25 Odp: Dla swojego chłopaka jestem nikim, dla niego ważniejsza jest rodzina:(Gabrysiu masz bardzo ciężką sytuacje i niestety widzę tylko dwa rozwiązania jeśli nie uda ci się porozmawiać o tym z twoim chłopakiem. Pierwsze to grozba że się wyprowadzisz a drugie to po prostu robienie wszystkiego co bedzie chciała jego rodzinka. Jestes na ich terenie i najlepiej wszystkie winy zwalić na "obcą". Nie koniecznie wina musi byc po twojej stronie, ale zawsze jest tak że wspólny wróg jednoczy nawet najwiekszych rywali. W tym przypadku jestes nim ty. Jesli moge sie zapytac kto zaproponował wspolne mieszkanie i dlaczego u niego? Ciezko sie zyje z drugim człowiekiem a jeszcze trudniej z nim i jego rodziną. 3 Odpowiedź przez lilia80 2011-09-26 11:36:17 lilia80 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-20 Posty: 1,476 Odp: Dla swojego chłopaka jestem nikim, dla niego ważniejsza jest rodzina:( warto sie najpierw samemu zastanowić kim ja jestesm w tym zwiazku i co ja robie u boku tego odpowiedzi z wlasnej strony porozmawiaj ze swoją"połowa";wtedy unikniesz emocjonalnej przepychanki a podasz mu na tacy argumenty ,z którymi wczesniej sie przespałaś;wowczas poznasz jego punkt widzenia i zobaczysz czego on od ciebie słowne burze to zagadka dla ciebie , a zjego strony to przejaw męskiej właczyć cie do rozmowy ,uległ rodzinnej presji skazując ciebie za coś czego tak na prawde nie wiesz!absurd rodzi absurd!uniknąć dalszego "cyrku w tym domu"proponuje natychmiast rozprawić sie z partnerem;rozmowa da ci argumenty do działania,bo w jej trakcie wiel sie jeszzce moze zdarzyć!nie stawaj sie narzędziem w reku "tresera"... Szczęście nie jest kolorowym motylem, za którym musisz pobiec, jeśli chcesz go złapać. Szczęście jest jak cień: podąża za tobą nawet wtedy, gdy o nim nie myślisz 4 Odpowiedź przez marena7 2011-09-26 12:56:25 marena7 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: tarepeuta uzależnień Zarejestrowany: 2010-12-20 Posty: 1,447 Wiek: 58 Odp: Dla swojego chłopaka jestem nikim, dla niego ważniejsza jest rodzina:( Jaki jest Twój status w tym domu? Kim jesteś dla rodziny chłopaka i dla niego samego? Żoną nie jesteś, synową nie jesteś. Na dole, u rodziców zebrała się RODZINA, Ty jako obca zostałaś wyłączona. To przykra sytuacja i czujesz sie jak intruz. Nie dziwię chłopak nie grzeszy dojrzałością, ale Ty też postąpiłaś nieroztropnie godząc się zamieszkać w domu jego rodziców jako "dziewczyna" ich syna. Dziwię się też rodzicom, że się na to zgodzili. Niewątpliwie u rodziców była mowa na Twój temat. Myslę, że siostra chłopaka Cię skrytykowała i wszyscy dorzucili swoje trzy grosze pod Twoją nieobecność. Moim zdaniem nie powinnas tam mieszkać. 5 Odpowiedź przez saffari 2011-09-26 13:14:41 Ostatnio edytowany przez saffari (2011-09-26 13:15:20) saffari Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 607 Wiek: 23 Odp: Dla swojego chłopaka jestem nikim, dla niego ważniejsza jest rodzina:( Mieszkanie z współlokatorami nie jest fajne, i często są kłotnie... Skoro jesteście ze sobą od 4 lat i jesteś z nim szczęśliwa, a jedynym problemem który zaistniał są ciągłe kłotnie ze strony jego rodziny, nie widze nic innego jak wyprowadzić się i to jak najszybciej!! Jak widać jego rodzina obgaduje Cię za Twoimi plecami, próbują zwalić winnę na Ciebie, a co najgorsze chcą Twojego chłopaka nastawić przeciwko Ciebie!! Wyprowadzcie się, a problemy znikną. Nikt Wam nie będzie mówił na każdym kroku, że trzeba sprzątać, myć kolejno każdy kubek, robić obiady etc.. Relationships are like addiction. Cut it off clean and fast. If you ever find yourself tempted to go back, run away and don't look back! 6 Odpowiedź przez rozjasniacz 2011-09-26 13:58:57 rozjasniacz Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-01-08 Posty: 205 Odp: Dla swojego chłopaka jestem nikim, dla niego ważniejsza jest rodzina:( Tak to jest jak się żyje w stadzie. Ja bym na Twoim miejscu wzięła go za twarz, żeby wszystko wyśpiewał. A gdy usłyszysz coś złego to się wyprowadź. Trzeba zachować resztki godności. " Więc spleć palce z moimi palcami i chodź, prowadź i daj się prowadzić " Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
jestem nikim dla mojego męża